kampania społeczna na rzecz akceptacji i wsparcia osób z niepełnosprawnością intelektualną

Zadanie jest współfinansowane ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych przekazanych przez Gminę Miasto Szczecin

Gabriela Wieczorek, kl. VI

I nagroda w Konkursie

DALSZE LOSY INNEJ

Listopad. Ciemny, szary poranek. Domy przy ulicy Słonecznej stoją w równym, nieruchomym rządku. Na asfaltowej, połatanej drodze co jakiś czas przemknie powoli – niemalże leniwie – samochód.

Jest cicho. Bardzo cicho.

Po kilku minutach w tę wżerającą się w organizm ciszę, wplątuje się dźwięk – szum, stukot, ciche kap, kap.

Mżawka.

Mżawka, która nieubłaganie zamienia się w ulewę.

Kilka osób idących chodnikiem ulicy Słonecznej szybko chowa się pod wiatę autobusową, inne wbiegają do sklepu i od progu zamęczają sprzedawcę narzekaniem, bo przecież „miało się wypogodzić!”.

Tylko jedna osoba jest szczęśliwa, że pada.

Osoba ta siedzi na parapecie zielonego, małego domku i uśmiecha się. Uśmiecha się szeroko – tak szeroko, że przy jej dużych, niebieskich oczach w kształcie migdałów powstają rowki, tak szeroko, że jej kartoflowaty duży nos marszczy się zabawnie. Długie, modowe włosy spływają tej osobie po ramionach, a równiutko ścięta grzywka wpada do oczu – trzeba by ją ściąć. Ale tej osobie to nie przeszkadza. W końcu coś takiego jak grzywka nie jest powodem, aby przerwać tak doskonałą zabawę, jaką jest śledzenie ściekających po zewnętrznej stronie szyby kropel deszczu lub chuchania na szybę i pisania na niej swojego imienia: „INA” – widnieje wyraźnie w kilku miejscach.

Ina rysuje, ponieważ czeka. Czeka na kilka bardzo ważnych osób. Ale Ina nie martwi się, że osób jeszcze nie ma. Przyjdą – nie zapomną o Inie. Ina spogląda w okno. I uśmiecha się. Bo za oknem jest tak ładnie! Bo deszcz tak ślicznie cieknie po szybie, tworząc na niej wzorki.

Ina widzi idącego drogą pana. Pan jest chyba bardzo niezadowolony – mamrocze coś pod nosem, patrzy się w ziemię. I kiedy spogląda na chwilę w górę i widzi uśmiechniętą twarz Iny, robi minę, jakby zobaczył ohydny, zielony szpinak. I idzie szybciej.

Uśmiech Iny blaknie. Inie robi się smutno. Dlaczego pan nie uśmiechnął się do Iny? Ina lubi, kiedy się do niej uśmiecha.

Ina odchodzi od okna, siada przy swoim biurku i rysuje na kartce ogromny, szary trójkąt.

Bo trójkąt jest taki kanciasty, bo ma takie ostre kłujące końce. I jest szary. Szary i kłujący – jak niezadowolona mina i brak uśmiechu.

Ina patrzy przez chwilę na trójkąt, po czym ze łzami w oczach zaczyna drzeć trójkąt na kawałki. Drze i rozrzuca po pokoju, po chwili depcze. Podbiega do okna i wystawia język – szeroko, szeroko. Ina doskonale wie, że tak jest nieładnie, ale jest jej przykro, że pan się do niej nie uśmiechnął.

Nagle otwierają się drzwi i pojawia się w nich mała, drobna kobieta ubrana w fartuch, z rękoma oblepionymi mąką. Mama Iny.

- Słoneczko, co ty robisz? – pyta łagodnie

Ina odwraca głowę. W jej oczach są łzy.

- Ina uśmiechnęła się do pana, ale pana to nie obeszło, pan nie uśmiechnął się do Iny! – powiedziała oskarżycielsko Ina.

Mama Iny wyjrzała przez okno. Pana oczywiście dawno już nie było. Westchnęła.

- Córeńko, nie możesz wymagać od wszystkich, aby się do ciebie uśmiechali – wytłumaczyła delikatnie.

- Dlaczego? – Ina nie może zrozumieć. Przecież uśmiechanie się to fajna zabawa!

- Może ten pan miał zły dzień – mama tłumaczy dalej.

- Kiedy Ina ma zły dzień, to i tak się uśmiecha – odparła żałośnie Ina.

Mama westchnęła.

- Chyba tą wiadomością Cię nie rozweselę – Ina popatrzyła na mamę z niepokojem – Kiedy Alicja, Małgosia i …… Twoja trzecia koleżanka tu szły, Małgosia pośliznęła się na mokrym chodniku i skręciła kostkę. Dzisiaj już Cię nie odwiedzą. – mama spojrzała na Inę ze smutkiem.

Ale Ina nie była smutna. Podbiegła do biurka, dokładnie i zręcznie narysowała ogromniaste, żółte kółko i wróciła do mamy.

- Ja idę do Małgosi – oświadczyła – bo Małgosi teraz smutno – bo leży i nie może biegać. A Ina da Małgosi to – uniosła do góry kartkę – I Małgosi nie będzie smutno!

Mama Iny spojrzała na córkę z miłością.

- Dobrze – powiedziała czule głaszcząc Inę po głowie – Poproszę Nikodema, żeby z Tobą poszedł. Ja muszę dokończyć robić obiad – pokazała upaćkane ręce – Idź się już ubierać – i wyszła z pokoju.

Ina uśmiechnęła się i już, już miała wychodzić z pokoju, kiedy sobie o czymś przypomniała.

Podeszła stanowczo do okna i powiedziała:

- Sorry, pan – odparła uroczyście, po czym pobiegła ubrać swoje ulubione, żółte kalosze.


Podaj Żółte Kółko - Kampania społeczna na rzecz akceptacji i wsparcia osób z niepełnosprawnością intelektualną
Iskierka - Koło Rodziców i Przyjaciół Dzieci z Zespołem Downa
Patroni medialni:
Partnerzy:
Przyjaciele:

Hit Counter provided by orange county plumbing